środa, 18 lipca 2012

Yellowstone - Park Narodowy drive-thru

Wycieczka do Yellowstone (która była przyczyną braku nowych postów) pokazała mi jak bardzo Amerykanie uzależnieni są od samochodów. Dziewięć lat temu uderzyła mnie obecność aptek przez które przejeżdża się bez wysiadania (tytułowe drive-thru) sieci Walgreens (zdjęcie wykonane przez Dave N.):

Teraz, po przejechaniu około 2000 mil miedzy innymi przez pustkowia w Nevadzie i Idaho zdałem sobie sprawę, że inaczej, niż samochodem trudno byłoby się tutaj w ogóle poruszać, odległości są olbrzymie, skupiska ludzkie zbyt rozstrzelone. Kolej byłaby zbyt kosztowna, samoloty nie są rozwiązaniem dla przeciętnego zjadacza chleba, choć małych lotnisk jest stosunkowo dużo. Samochody są duże, bo miejsca jest dużo, ceny paliw nigdy nie stanowiły problemu.

W efekcie równiez i miasta, czy parki narodowe sa dostosowane do zmotoryzowanych podróżnych i to takich, którzy poruszają się przerośniętymi samochodami, czy wręcz domami na kółkach.

Dla oddania skali: Yellowstone National Park zajmuje powierzchnię 898 318 ha, zaś największy w Polsce Biebrzański Park Narodowy to 59 223 ha, przy czym Yellowstone na dokładkę otacza kilka "lasów narodowych" i sąsiaduje z drugim, mniejszym ("zaledwie " 130,000 ha) parkiem narodowym Grand Teton.

Całe Yellowstone można, a właściwie trzeba zjeździć samochodem - W Parku jest sieć dróg tworząca dwie pętle widoczne na mapce poniżej (mapa z USGS):

Jak widać odległości są pokaźne na tyle, że nawet jazda rowerem spowoduje stratę większości czasu na przemieszczanie się, zaś pieszych ścieżek łączących punkty zupełnie brakuje, gdzieniegdzie są scieżki do których trzeba dojechać, przejść kawałek i wrócić do samochodu. Na drodze jest ograniczenie do 45 mil na godzinę wiele osób jedzie około 50, co rusz są zatoczki na zatrzymanie i oglądanie widoków (a jest co oglądać niemal przez cały czas!). Przy kazdej atrakcji jest parking, zazwyczaj taki, co pomieści ponad 50 aut, w tym kilka, bądź nawet kilkanaście "large vehicles", czyli dużych camperów tutaj zwanych RV, czy pickupów pokroju Ford F350 z naczepami (tak, naczepami) kempingowymi.




Przy głównych atrakcjach w środku dnia zdarzają się zatory i czatowanie na zwolnienie się miejsca parkingowego, nie wspominając o korkach, które powodują zarówno zubry leniwie przelewające się na drugą stronę jezdni, czy po prostu ludzie zwalniający niemal do zera w celu popodziwniania widoków, czy też jakiś zwierząt przy drodze.

Tytułowe drive-thru nie tyczy się jedynie faktu, że wszedzie trzeba dojechać, niektóre mniejsze atrakcje da się zobaczyć dosłownie nie wysiadając z samochodu, wystarczy zaparkować przed tablicą informacyjną, zerknąć za okno i można ruszać dalej, sami tak parę razy robiliśmy, gdyż ten park jest zbyt wielki, by w trzy dni od rana do nocy wszystko "obskoczyć". Szczytem wszystkiego jest Mammoth Hot Spring, gdzie była specjalnie przewidziana drogowa pętla dookoła gorących źródeł, brakowało tylko magnetofonu z nagraniem mówiącym na co teraz patrzeć i ile metrów podjechać, na mapie jednokierunkowa po lewej na dole:
A tutaj fragment z przejazdu, niestety padał deszcz.


Celowo nie opisywałem rejonu gejzera old Faithful, gdyż niezwykłość tego miejsca wymaga osobnego wpisu. Poniżej kilka zdjęć poglądowych na Yellowstone, które zrobiłem:








piątek, 13 lipca 2012

Samochody paczka #2

Kolejne ciekawe pojazdy namierzone po drodze. Tym razem trafił się Thunderbird, Tesla Roadster, czy np. stara 911. Niestety nie mam teraz zasu nawet zdjęć obrobić, więc kilka ciekawych postów musi poczekać...














Drogi same się nie zbudują



W Stanach sieć autostrad jest świetna - Duże miasta i skupiska ludzi połączone są siecią autostrad (freeway) i dróg krajowych (highway). Duża sieć dróg oznacza również dużo do naprawiania i to właśnie robotom drogowym poświęce ten wpis.


Roboty drogowe są zawsze doskonale oznakowane, specjalnie dla nich zarezerwowane są znaki drogowe w kolorze jaskrawo pomarańczowym, często "ozdobione" chorągiewkami. Na długo przed samymi robotami pojawia się mały znak "Road work ahead", kawałek dalej kolejny przypominający o podwójnych stawkach mandatów w obrębie robót, dalej ostrzeżenie o znliżającym się ograniczeniu prędkości, następnie rozpoczyna się "strefa pachołków" - "cone zone", ustawianych nawet, gdy nie są potrzebne dla przypomnienia o wysokich mandatach,  gdzieś dalej zaczynają się właściwe roboty, zmiany pasów, itd., zaś koniec obszaru robót drogowych (i wysokich mandatów) sygnalizuje mały znak "End work zone". 


W samym obszarze robót drogowych pośród raczej standardowego wyposażenia wyróżniają się przyczepy z wyświetlaczami LED, gigantyczne amerykańskie pachołki, pickupy ze stroboskopami wewnątrz zwykłych świateł, oraz kobitki obsługujące dwustronny znak na patyku STOP/SLOW do kierowania ruchem, czy ostrzegaia, gdzie faktycznie zaczyna się coś dziać. Większość robót prowadzona jest nocą, niestety oznacza to, że teren budowy oświetlony jest wieloma najaśnicami, nierzadko skierowanymi prosto w oczy kierowców. Dodatkowo w takiej Kaliforni związki zawodowe policjantów wywalczyły przepis wymagający obecności policjanta na terenie robót droowych, dlatego trzeba tam uważać podwójnie - Żeby nie wjechać w pachołki, ani by nie złapać podwójnego mandatu. A tak to wygląda w praktyce:








środa, 11 lipca 2012

Samochody paczka #1

Różne auta, kytóre wychwyciłem, mając pod ręką aparat. Porsche 356 (chyba 356b), parę innych zabytków, typowa ciężarówka i Plymouth Barracuda, który zresztą parę minut później minął mnie pięknie rycząc. Zapraszam do oglądania!


















Na koniec elektryczne ciekawostki: Nissan Leaf, nowoczesny samochód elektryczny o sensownych parametrach, których jeździ tutaj nawet sporo, coś małego, możliwe, że Think City, czyli "klasyczne" auto elektryczne (kiepskie osiagi, filigranowe wymiary i ekstremalnie duża masa), jednak nie jestem w 100% tego pewien, oraz bardzo ciekawe znalezisko: Toyota Rav4 EV, czyli jedyny elektryczny samochód, który przetrwał do naszych czasów z okresu, kiedy stan Kalifornia (dokładniej California Air Resource Board, CARB) chciał wymóc na procucentach sprzedaż co najmniej iluśtam procent aut elektrycznych. Pozostali producenci (np. GM, Honda) oferowali swoje auta wyłącznie w leasing, zaś po upadku pomysłu, aby procucenci musieli sprzedawać auta elektryczne aby móc kontynuować sprzedaż w Kaliforni uniemożliwili kontynuacje leasingu, wszystkie auta zostały zabrane i... Zniszczone. Polecam film "Who Killed an electric car", jest tam opowiedziana cała historia aut elektrycznych w Kaliforni.