piątek, 10 sierpnia 2012

McSzajs

Na Amerykanów nie bez powodu mówi się hamburgery i nie chodzi mi wcale o ich tuszę (choć zdarzają się naprawde ekstremalne przypadki). Fast foody są niezwykle popularne, większość serwuje burgery, jednak ich jakość jest naprawdę zróżnicowana. Najpopularniejszy jest oczywiście McDonalds, choć porównując go do konkurencji naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć jak do tego doszło? Prawda, jest tani, ale kanapki są śmiesznie małe, zaś hamburger z bułki, kotleta i dwóch ogórków kwaszonych, to komedia w porównaniu do konkurencji, nawet flagowy BigMac rozmiarem jest mniejszy niejednego cheesburgera z innej sieci. Jest to także jedyna sieć, która nie udostępniała "fontanny" (nalewaka napojów) bezpośrednio klientom, tylko trzymała go za ladą (standard w polskich Fast Foodach), zaś wodę wydała dopiero na specjalne życzenie w miniaturowych kubkach (o wodzie jeszcze napiszę). Frytki w Macu są takie same, jak u nas i uwierzcie mi - gorszych w USA się nie dostanie. Oficjalnie stwierdzam: Amerykański McDonald to namiastka "naszego", polskiego.

Dw cheeseburgery - Zgadnij który jest z McDonalds  (źródło)

Na szczęście istnieje wolny rynek i powstało wiele innych sieci. Najbardziej znany jest Burger King, kanapki też niezbyt wielkie, jednak znacznie smaczniejsze. Właściwie polski Burger King nie różni się znacząco od amerykańskiego, tylko "fontanna" jest frontem do klienta. Podobnie Subway: Trochę inne składniki, ale z grubsza to samo i również nalewak samoobsługowy. Ceny również "kosmiczne", posiłek w Subway jest średnio 2x droższy, niż w jakiejś burgerowni, tak więc u Nas trzymają światowy standard :) .

Ciekawsze są sieci, których u nas nie ma, przykładowo Wendy's. Kanapki mają słuszne rozmiary, dostępne są takie, po których bym chyba pękł, niestety wszystko tłuste jak diabli. Jack in the box niestety nie było mi dane (jeszcze) odwiedzić. (źródło zdjęcia)



Jeśli ktoś lubi ostre meksykańskie jedzenie, to w Chipotle poczuje się jak w domu: Świetne Burrito, Tacos i inne, których nazwy nie pamiętam, wszystko składane ze składników na oczach i według woli klienta. Niech potwierdzeniem jakości będą kolejki, w porze obiadowej, bądź lunchowej trzeba przygotować się na minimum 10 minut w kolejce. Cenowo wychodzi średnio drogo, ale jest się czym najeść. (źródło zdjęcia)


Zdarzyło mi się zjeść lunch w pączkarni, Krispy Kreme Doughnuts, nie wspominam tego mile: Lubię rzeczy słodkie, nawet bardzo, ale ilość cukru na ichniejszych pączkach przechodzi ludzkie pojęcie: U nas pączki wypełnia się czy to dżemem, czy to jakims kremem, tutaj używają pasty chyba z czystego cukru, do tego słodka polewa i słodkie ciasto... (źródełko)



...Za to moim absolutnym faworytem jest In-n-out, sieciowa burgerownia wyróżniająca się spośród pozostałych zarówno stylem, sposobem funkcjonowania, jak i metodami przygotowywania jedzenia: Nie używają mikrofali, nie mrożą produktów (każda restaruracja jest w zasięgu jednego dnia jazdy od centrum dystrybucyjnego), frytki robią naprawdę z ziemniaków na oczach klienta, kanapki są "pełnowymiarowe" i "pełnoskładnikowe". Menu zawiera jedynie trzy kanapki (hamburger, cheesburger, podwójny cheesburger), jednak "nieoficjalne" menu pozwala na złożenie właściwie czego się chce (wprowadzono pewne ograniczenia wielkości po tym, gdy ktoś zamówił kanapkę "100x100", czyli sto kotletów i plastrów sera), włącznie z kanapką "protein style" która zamast bułek używa... sałaty, specjalnie dla osób, które są na diecie wykluczajacej produkty mączne. Wszystko stylizowane na lata 50-te, a całość w posiadaniu jednej rodziny, zero franczyzy. Ceny są przystępne, wszystko smaczne, tworzą się niewielie kolejki, na jedzenie zazwyczaj trzeba poczekać 5-10 minut. Wada? Centr dystrybucyjnych jest tylko kilka, przez co restauracje są tylko w Kaliforni i kilku innych stanach (Nevada, Arizona, w Teksasie ostatnio otworzyli kilka restauracji). (znów źródełko zdjęć)




Burgery można dostać również w normalnych restauracjach, zazwyczaj jedynie podstawowe, jednak rozmiarowo biją wszystko: Kotlety po ćwierć kilo, zazwyczaj serwowane w wersji rozłożonej na dwie połówki tak, aby samemu nałożyć sobie wybrane sosy.

Miałem jeszcze o wodzie i ogólnie napojach napisać, gdyż jest to coś nietypowego dla nas. Wszystkie restauracje (minus McDonalds) działaja w podobnym systemie jak u nas KFC, czyli nalewak, zwany tutaj fontanną jest ustawiony frontem do klienta, często gdzieś z boku lady, tak, że każdy może sobie podejść i nalać coli, soku, czy lemoniady. Działa to tak, że kupując napój nie określamy jaki konkretnie, dostajemy kubek i samemu nalewa się co się chce, Jak się skończy można sobie dolać, nikt nad tobą nie stoi i nie pilnuje. Wyjątkiem był McDonalds, gdzie fontanna była obsługiwana przez kasjerów i wisiała tabliczka z informacją o maksymalnie jednej dolewce. Po ilości filmów z KFC domyślam się dlaczego u nas standardy są inne, jednak jest jeszcze jedna różnica, a mianowicie dostępność wody. U nas jeśli poprosimy o wodę, to dostaniemy półlitrową butelkę, mocno za nią przepłacając, w USA dostaniemy kubeczek (inny, niż na napój), który napełniamy używając małej dźwigienki pod nalewakiem zazwyczaj od lemoniady. Do wyboru woda gazowana i zwykła zupełnie za darmo (tym razem niechlubnym wyjątkiem jest Wendy's, gdzie policzyli parę centów za kubek). Jest to standard praktycznie we wszystkich jadłodajniach, od fast-foodów, po restauracje, w restauracjach często wodę przynoszą "na powitanie". (zdjęcie z tego bloga)

wtorek, 31 lipca 2012

Tioga Pass

Dziś mało technicznie, a bardzo naturalnie i przede wszystkim pięknie: Tioga Pass.

Nagranie pokazuje trasę California State Route 120 zaczynając od Mono Lake (no, kawałek za Mono Lake, tam, gdzie ładne widoki się zaczynały) aż do bramy praku Yosemite na przełęczy Tioga. Przyrost wysokości: Około kilometr, z niecałych 2km do 3031m npm, taką wysokość już się czuje, człowiek, wyraźnie szybciej się męczy idąc pod górkę. Długośc trasy: Około 19km.

Zapraszam do oglądania:


Ciekawie wygladają butelki otwierane na tej wysokości po zjechaniu z powrotem na dół, a najlepiej na poziom morza: około 30% różnica w ciśnieniu atmosferycznym powoduje, że wyglądają, jakby ktoś z nich wyssał powietrze i zakręcił :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Old Faithful

Każdy, kto choć trochę interesuje się naturą zapewne choć raz słyszał o gejzerze Old Faithful, będącym główną atrakcją parku Yellowstone. Jeśli jednak ten najbardziej znany gejzer na świecie jest Wam obcy, to poniżej małe zdjęcie poglądowe, po więcej informacji odsyłam na Wikipedię.
Ten oto widok przypominający pękniętą rurę ciepłowniczą przyciaga do Parku miliony ludzi. Aby nie być gołosłownym, to tuż obok gejzera jest taki oto oblegany punkt widokowy i hotel (Old Faithful Inn):
Zaraz obok "głównej atrakcji" znajduje się Upper Geyser Basin (Rejon górnych gejzerów), który jest najbardziej interesującym skupiskiem aktywnych gejzerów i źródeł geotermalnych w całym Parku, można tam z powodzeniem spędzić kilka godzin. Dołóżmy do tego wspomniany Old Faithfull Inn, oraz liczne punkty z jedzeniem i pamiątkami i robi nam się z tego niezły park rozrywki: (zdjęcie ze strony Secret Yellowstone)



Tak jest, dobrze widzicie: Dookoła gejzera powstał parking, którego pozazdrościłby niejeden supermarket,  są tam dwie stacje paliw, warsztat samochodowy, zas dojazd zapewnia bezkolizyjne skrzyżowanie przeniesione rodem z autostrady! Stacja paliw, warsztat samochodowy i węzeł drogowy poniżej:
Wszystko to jest konieczne do sprawnej obsługi turystów, odległości w parku są tak duże, że na rezerwie można nie dac rady wyjechać z parku, przy warsztacie również stało kilka popsutych i rozbitych samochodów, zaś parking, pomimo tego, że jest olbrzymi, to miejsce znaleźliśmy dopiero gdzieś na samym końcu! Dodatkowo tuż po wybuchu gejzera tłum ludzi idzie do samochodów i rusza w strone kolejnych atrakcji tworząc korki na wyjeździe z parkingu.

Wspominałem już o olbrzymim (oryginalnie 370 2-4 osobowych pokoi) hotelu Old Faithful Inn, który sam w sobie również jest atrakcją turystyczną. Tak się prezentują jego wnętrza:




Pomimo ogromu tej budowli, jak i obecności innych miejsc noclegowych w okolicy pokoje trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

Skala całego przedsięwzięcia, polegającego na pokazywaniu ludziom buchającej z ziemi pary powala...

piątek, 20 lipca 2012

Cabovers, czyli krótkonose trucki

Cabovers (ang. kabina ponad) to typ ciężarówki, której kabina znajduje się ponad silnikiem, przez co nie posiada charakterystycznego nosa. Tego typu ciężarówki niemal całkowicie zdominowały rynek Europejski ze względu na ich zwarte gabaryty i świetną zwrotność, zaś w Stanach, od kiedy zmieniono przepisy dotyczące długości całkowitej niemal zupełnie zniknęły z rynku, zaś jedyny do dziś produkowany ciągnik tego typu (Freightliner Argosy) jest wysyłany jedynie na eksport.

Trudno się temu trendowi dziwić, w tego typu cięzarówce dostęp do silnika jest utrudniony, jazda jest mniej komfortowa ze względu na fotel niemal na samej osi, oferują one równiez nizsze bezpieczeństwo i spalanie (przy czym to ostatnie jest dyskusyjne, co pokazały badania Scanii). Długość nie jest już problemem, tak więc naturalną koleją rzeczy była przesiadka na "konwencjonalne" ciężarówki z charakterystycznym nosem.

 Z tego powodu cabovery są rzadkością na drogach USA, kilka jednak udało mi się uchwycić:





Nie jest przypadkiem fakt, że sporo tych ciężarówek jest używana przez rolników, bądź na krótkich trasach. Większość z nich jest już bardzo stara i nie nadaje sie do komfortowego, a co najważniejsze pewnego przemierzania USA, częste awarie i wysokie koszty obsługi oznaczają wysokie koszty operacyjne i mniejszy zysk.

Pozdrawiam i ruszam do Yosemite!

Tekturowe budownictwo

W całych USA podstawowym budulcem jest drewno i materiały drewnopochodne. Przykładowy dom zbudowany jest z belek w typowym rozmiarze 2 x 4 cale (two by four) obitych z dwóch stron płytami OSB, powstała przestrzeń pozostaje albo pusta, albo wypełnia się ją masą celulozową służącą za ocieplenie, używa się też płyt z wełny mineralnej. Od zewnątrz przychodzi membrana (taka folia przepuszczająca parę, a nie wpuszczająca wody) i na to jakieś wykończenie - Czy to siding, czy to coś na kształt jakby boazerii, warstwa klinkierowych cegieł, może jakieś inne pokrycie.


W środku królują carpety na podłodze i tapety na ścianach. Okna w Kaliforni są w większości przesuwne, zazwyczaj w bok, czasem w górę. Co ciekawe przez wiele lat standardem była pojedyncza szyba, która nie zapewnia praktycznie żadnej izolacji cieplnej, dziś stosuje sie podwójne szyby. W oknach przynajmniej jedna połowa posiada moskieierę (świetne rozwiązanie!), często nawet drzwi na balkon są podwójne, to znaczy zewnętrzne drzwi to ramka z moskitierą.




Orzewanie i ciepłą wodę zapewnia piec gazowy, przy czym ciepło rozprowadzane jest kanałami wentylacyjnymi. Tą samą drogą można rozprowadzić zimne powietrze, o ile tylko zastosowana została klimatyzacja.

Takie budownictwo ma swoje zalety i wady. Po pierwsze jest o wiele tańsze od murowanego, po drugie w rejonie występowania trzęsień ziemi zawsze lepiej dostać drewnianą belką, niż betonowym stropem :) Poza tym takie domy można szybko zbudować (odbudować?).

Jak dla mnie przeważają wady: Dom nie zapewnia praktycznie żadnej izolacji cieplnej, właściwie temperatura z niewielkim poślizgiem podąża za tym, co na zewnątrz. W takiej Kaliforni nad wybrzeżem temperatury zimą czasem spadają do zera, zaś latem podchodzą pod 40, oznacza to olbrzymie zużycie gazu do ogrzewania i prądu do chłodzenia (o ile tylko ktoś ma klimatyzację.). Wewnętrzne ściany są tak cienkie, że uginają się pod naciskiem, w dodatku kiepsko chronią przed dźwiękiem, nie wspominając o tym, że wystarczy pomylić gaz z hamulcem, by zaparkować samochodem w salonie. Taki dom nie zapewnia też żadnej ochrony przed włamaniem, furtki na ogród mają tylko zatrzask, a drzwi na taras mają zamki chyba tylko po to by się nie otworzyły, jak ktoś przypadkiem oprze się o klamkę. W dodatku dom jeśli nie spłonie, to zostanie zjedzony przez termity, czy inne korniki... Wolę stare, dobre cegły :)

czwartek, 19 lipca 2012

Oszustwo po Amerykańsku

Jest sobie taka mała stacja Shell w Nevadzie, w miejscowości Wells, dokładniej to ta konkretna stacja, która znajduje się tuż przy drodze na skrzyżowaniu autostrady I80 z krajówką US 93. Stacja ta ma popsuty wyświetlacz cen (na zdjęciach z Google jeszcze go nie ma), na szczęście właściciel poradził sobie wieszając pod popsutym wyświetlaczem cenę paliwa na tabliczce. Nawet niezłą dodam, po drugiej stronie szosy cena wynosiła 3.64 za galon, a tutaj 3.56. Podjeżdżamy i już na samej stacji zauważamy, że na tabliczce jest dopisek "propane", czyli nasze znane i lubiane LPG. Szukając cen benzyny natrafiamy na mały wyświetlacz, taki ze dwa metry wysokości zastawiony jakąś starą cięzarówką, a tam cena 4.46. Nie no, to musi być jakaś pomyłka, takie ceny to byly wtedy, gdy ceny ropy poszybowały w kosmos... Niestety, ale potwierdzenie ceny znaleźliśmy w okienku w dystrybutorze, wtedy mając już pewność, że jest to próba naciągania na drogie paliwo pojechaliśmy dalej.

Trochę może i szkoda, bo googlując w poszukiwaniu informacji o tej stacji dowiedziałem się, że ominął nas niezły spektakl. W skrócie proceder wygląda tak:
-Podjeżdżasz na stację zwabiony "niską ceną" (niemal nikt nie używa tutaj LPG)
-Podczas tankowania podchodzi koleś z sąsiedniego sklepu z oponami
-Koleś się przygląda, zauważa, że któraś z opon wymaga natychmiastowej wymiany
-Bierze auto na darmowy przegląd ogumienia
-Opony trzeba wymienić, najlepiej wszystkie cztery, w końcu muszą być dopasowane
-Płacisz horrendalną kasę za stare, używane opony, czaem nadajace się na śmietnik
-Odjeżdżasz zadowolony z nowych opon i taniego paliwa, zaś wysokiego rachunku za paliwo nie zauwaqżasz płacąc kartą w dystrybutorze.

Dopiero przy pierwszym przeglądzie okazuje sie, że "nowe" opony to tak napradę szroty, a caly proceder był jednym wielkim oszustwem...

Tak więc nie tylko u nas można znaleźć krętaczy, różnią się tylko metody i skala, zaś kombinacja oszukiwania i na paliwie i na oponach przez dwa sąsiednie zakłady jest dość ciekawa...

środa, 18 lipca 2012

Trucki paczka #1

Znów czasu brak na cos konkretniejszego, zapraszam do oglądania cześci fotek ciężarówek, które uchwyciłem, w najbliższym czasie reszta:
http://imgur.com/a/aqnpB#0

P.S. To jet zaleły post, ktory "nie poszedł" z hotelowego internetu.